środa, 12 września 2012

Andrea Camilleri, „Papierowy księżyc”

No proszę, już dwa lata minęły od mojego ostatniego spotkania z komisarzem Montalbano. Postarzał się komisarz, marudny się zrobił, ale sympatią darzę go nieodmiennie. Choć Camilleri wyraźnie popadł w rutynę, zwłaszcza jeśli idzie o wątek kryminalny – bo obrazki z Włoch jak zawsze pyszne – ale intryga... Owszem, jest pieprznie – zaczyna się od trupa z przyrodzeniem na wierzchu, a potem napięcie rośnie – owszem, jest zagadkowo, bo w układance co i rusz coś nie pasuje, jest tylko jedno „ale”: nadmiar wiarygodności psychologicznej zabił suspens. Osoba mordercy tak świetnie pasuje do swej roli, że jej tożsamość jest jasna gdy tylko postać pojawia się na scenie. Tymczasem komisarz guzdrze się przez całą książkę, jakby przedwczesna demencja starcza zmąciła mu umysł. Zostaje niezła powieść obyczajowa – seks, przemoc i Sycylia – ale to jednak ciut za mało.




Ocena: 4/6

2 komentarze:

hadzia pisze...

Może kiedyś;)

Marigolden pisze...

Lepiej zacząć od jednego z wcześniejszych tomów cyklu, "Kształt wody" (tom pierwszy) jest całkiem niezły. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...